Oryginalna fikcja obyczajowa WRYCUT. Postacie i rozmowy są wymyślone.
Roman nigdy nie zaczynał zdania od „wydaje mi się”. Byłoby to nieuczciwe wobec rozmówcy: po co zmuszać człowieka do zgadywania, skoro można mu od razu powiedzieć, jak jest? Z tego samego powodu nie pytał, czy ktoś chce usłyszeć jego opinię. Skoro już ją miał, niewłaściwe byłoby zatrzymywanie jej dla siebie.
W poniedziałek rano oznajmił żonie, że parasol nie będzie potrzebny. Przez okno widać było chmury, lecz Roman odróżniał chmury od deszczu. Wrócił mokry. Żona podała mu ręcznik.
— Mówiłam, żebyś wziął parasol.
— Powiedziałaś: może padać. Może też nie padać.
— Ale padało.
— Teraz rozmawiamy o tym, co mówiłaś rano.
Powiesił płaszcz nad wanną. Krople spadały równym rytmem. Był to jedyny uczestnik rozmowy, któremu Roman nie przerywał.
W biurze pracował w księgowości, choć większość czasu poświęcał poprawianiu cudzych wypowiedzi. Koleżanka powiedziała, że od tygodnia nie może doprosić się odpowiedzi na mail. Roman wyjaśnił, że od wysłania minęło sześć dni. Podziękowała mu za precyzję i poszła do innego pokoju. Uznał, że sprawa została załatwiona.
Przy ekspresie kolega opowiadał o remoncie. Ekipa obiecała skończyć w piątek, a w poniedziałek nie odbierała telefonu. Roman natychmiast zauważył, że nie podano, w który piątek.
— Pamiętasz, jaki masz numer do hydraulika? — zapytał kolega.
— Najpierw trzeba ustalić, czy doszło do niedotrzymania terminu.
Kolega odszedł bez kawy. Roman został, żeby wyjaśnić reszcie kuchni różnicę między obietnicą a zobowiązaniem. Reszta kuchni składała się już tylko z ekspresu. Nie zgłaszał zastrzeżeń.
W południe zadzwoniła córka. Była dorosła, miała pracę i własne mieszkanie, ale czasem wciąż mówiła „tato” takim tonem, jakby potrzebowała, żeby na chwilę przestał być ekspertem. Zaproszono ją na rozmowę w innej firmie. Cieszyła się i bała.
Roman wyliczył siedem ryzyk. Przy trzecim chciała coś dodać, więc poprosił, żeby pozwoliła mu skończyć. Przy szóstym przestała próbować. Siódme dotyczyło ludzi, którzy podejmują decyzje pod wpływem emocji.
— Chciałam tylko, żebyś potrzymał za mnie kciuki.
— To nie zwiększa prawdopodobieństwa sukcesu.
— Wiem, tato.
Rozłączyła się. Roman zanotował w myślach, że jednak udało mu się coś wyjaśnić.
Wieczorem szedł na urodziny przyjaciela. Zaproszenie brzmiało: „Wpadnij około siódmej, tort będzie później”. Roman pojawił się o szóstej pięćdziesiąt dziewięć. Przyjaciel otworzył w fartuchu, z ręką w mące.
— Jesteś wcześnie.
— Jestem około siódmej.
— To chodź, potrzymasz miskę.
— Czyli nie jesteście gotowi.
Przyjaciel podał mu miskę mimo braku odpowiedzi. W kuchni ktoś ubijał śmietanę, ktoś opowiadał historię bez wyraźnego początku, a ktoś pomylił solenizanta z jego bratem. Roman zaczął prostować. Miska wróciła na blat. Goście przesunęli się do salonu, gdzie błędna historia dostała zakończenie i wszystkich rozśmieszyła.
Przez chwilę stał w drzwiach. Mógł wejść i powiedzieć, że tort się udał. Wolał wskazać, że świeczki nie odpowiadają wiekowi przyjaciela. Dowiedział się, że brakowało dwóch. Zaproponował, aby jednej użyć trzykrotnie. Nikt nie miał zapałek pod ręką. Tort zjedzono bez rozwiązania.
W domu żona zapytała, jak było.
— Jak zwykle. Nikt nie słuchał.
Nie zaczęła się spierać. To go zaniepokoiło, więc wymienił trzy przykłady. Żona włożyła talerze do zmywarki. Roman wyjaśnił, że nie wszystkie można ustawiać w ten sposób. Przełożyła dwa, zamknęła drzwi i poszła czytać.
Został przy stole. Sprawdził telefon. Córka napisała: „Rozmowa poszła świetnie”. Wpisał odpowiedź: „Na razie znasz tylko swoje wrażenie”. Zobaczył obok jej zdjęcie: siedziała z przyjaciółką, obie podnosiły kciuki. Skasował wiadomość. Napisał „Gratuluję” i długo patrzył na to słowo. Nie wymagało ani zastrzeżenia, ani dalszego ciągu.
Wysłał. Córka odpisała sercem.
Roman podniósł się i zajrzał do pokoju żony.
— Wiesz, dzisiaj chyba raz nie miałem ostatniego słowa.
Podniosła wzrok znad książki.
— Wiem.
Odczekał chwilę. Potem usiadł. Zwycięstwo zostało na korytarzu.